inspiracja · magnes na lodówkę

Notes na lodówkę

Dziwnym jest to, że po urlopie trzeba odpocząć.

Bo wcale nie odpoczęłam, ani grama. Może nie umiem odpoczywać, a może bardziej nie potrafię się dostosować.

Bo moje dzieci, które są bardzo aktywne, miały w nosie to, że ja coś chciałam. Biorąc pod uwagę ich zeszłoroczną aktywność, a oba dreptały po kilkanaście kilometrów, nastawiłam się na chodzenie. Mąż wymyślił sobie w tym roku góry, bo bliżej.

Nie miałam zamiaru chodzenia po górach, choć kiedyś chętnie po nich chodziłam. Wybraliśmy się do Białki Tatrzańskiej. Hotel w którym miały być zajęcia z dziećmi, okazało się, że na tydzień pobytu będą aż raz. Niczego nie brakowało w pobliżu. Umiejscowienie na uboczu, z dala od odpustowych straganów, które pokonywaliśmy nad morzem codziennie.

DSC_0240

Był basen w którym wcale nie było obłożenia, plac zabaw, sala zabaw, sala kinowa, a jednak brakowało mi tego chodzenia, bo ileż można siedzieć w jednym miejscu. Pech chciał, że zapomniałam kijków, ale w sumie z drugiej strony i tak pewnie nie do końca wykorzystałabym je.

No wiec moje dzieci miały w nosie, że chciałam spać – nauczyły się w trybie ekspresowym obsługi pilota do telewizora ze wskazaniem na bajki, i wcale im nie było głośno. Pobudka w okolicach 7 godziny.

Potem pora na śniadania. Jak to bywa, u nas, na wakacjach, spośród kilkunastu dań moje dzieci widziały tylko płatki czekoladowe. Coś czego nie ma w domu i raczej nie będzie. Czasem jeszcze Starsza dała się namówić na kawałek kabanosa z keczupem lub plasterek ogórka. No OK. Mówiłam sobie. Są wakacje, więc niech jedzą.

Pech chciał, że stołówka była obok sali kinowej i koncentracja na jedzeniu była minimalna. Tak więc karmili się bajkami wszelakimi.

DSC_0241

Raz udało nam się wyjść na niecałą godzinę w góry. Na szczęście nie doszliśmy nawet do połowy, co okazało się po dwóch dniach, na następny dzień Młodszy nie był w stanie chodzić, dosłownie. Więc kolejny dzień siedzenia w hotelu i jego okolicy doprowadzało mnie do rozstroju nerwowego.

Udało nam się dzieciarnie zaciągnąć na piechotę w dół, półtora kilometra, bo była atrakcja w postaci opon do zjeżdżania. Dodatkowo głodomory chciały pizze. Niestety to był zryw jednorazowy. A że moje nerwy z braku poruszania się osiągały apogeum to postanowiłam zbuntować się. Dzieciarnie z mężem wsadzałam do auta, a sama pokonywałam kilometry.

Był to dla mnie zbawienny czas, bo byłam w stanie wyciszyć się choć trochę. Poza tym ogarnianie całej rodzinki rano, aby zdążyć na posiłek i sprostanie ich zachciankom jedzeniowym graniczyło z cudem. Czasem odechciewało mi się jeść.

DSC_0242

Na szczęście odkryliśmy na samym końcu pobytu, że można kolejką wjechać do góry. Byliśmy „bardzo ogarnięci”, dzień przed zastanawialiśmy się skąd taka głośna muzyka – była niedziela. W poniedziałek okazało się, że cały weekend był festyn :D, a my nic na ten temat nie wiedzieliśmy.

Dodatkowo wieczorem dzieciaki siedziały do około 22:00, a ja sama do 1:00. Tak to jest samemu robić sobie krzywdę. Zegar biologiczny przestawił się nie tylko mi, ale i dzieciarni.

Wyjazd był dość nerwowy z powodu tego, że Młodsza latorośl codziennie jęczała i buczała. Szukam sposobu na to, aby wytrzymać choć kilka minut jęczenie Młodszego. Niestety nie jestem w stanie wytrzymać nawet 5 minut.

DSC_0243

Szczęście w nieszczęściu, w pierwszych dniach nie mogłam korzystać z basenu, a zaduch powodował, że nie mogłam tam wytrzymać ani chwili. Mąż ogarniał wtedy dzieciarnie. Starsza jednak nie stosowała zasad bezpieczeństwa, bo po roku umiała pływać i wyprawiała różne dziwne skoki, fikołki i wszystko inne, doprowadzając mnie do palpitacji serca. Ratownika nie było.

Tak więc po tygodniu nie wyspałam się, nie wychodziłam :), nie odpoczęłam i byłam jednym strzępkiem nerwów, nawet nie mogłam chwili poczytać, bo ciągłe MAMO wybijało mnie z rytmu skupienia się na jednej stronie – chwilo trwaj…

Czekam z niecierpliwością jak tylko będę mogła obie sztuki wysłać na kolonie.

 

PS Inspirację stworzyłam dla sklepu Art Brawurka. Skończyły mi się karteczki samoprzylepne i trzeba było je zorganizować.

Reklamy

19 myśli na temat “Notes na lodówkę

  1. No ja od 1szej do 7mej też bym się nie wyspała 😛 Uroki wczasów z dzieciakami 😉 Choć moje na naszym tegorocznym wyjeździe wakacyjnym było chyba mniej problematyczne. Poza tym nie mieliśmy telewizora w pokoju 😛
    A notes bardzo fajny 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s