goscrap · opowiadanie

Upadły anioł – część I

Powroty czasem są potrzebne, odgrzebywanie starych ran z jednej strony bardzo boli, ale takie momenty są dobrą lekcją życia. Oby te lekcje uczyły nas…

I tak powracam sobie do mojego opowiadania, nawet nie pamiętam kiedy je napisałam, pewnie ma z kilkanaście lat i przyszła pora na mały retusz. Wracam z ogromnym sentymentem do niego, bo to jedyne takie długie opowiadanie, przemyślenie, które wyskoczyło spod mojego pióra. Czuję się pewniejsza przy krótszych formach, czyt. wierszach. Dawno coś nie powstało, ale coś mi mówi, że niedługo coś napisze, bo emocje we mnie tak się gotują, że parują uszami.

A tak się wszystko zaczęło…

Upadłem, nie tak jak upadają zwykli ludzie. Zepchnięto mnie z nieba. No cóż, Bóg nie mógł nic zrobić prócz smutnej miny. Martwił się, gdy płakałem. Więc teraz staram się płakać tylko w ukryciu, żeby nie widział. Wiem, że mówiono Wam, że On wszystko widzi.

I niech tak zostanie.

Byłem Jego ulubieńcem i znam pewne sztuczki…
Pamiętam jak przyłapał mnie kiedyś, bardzo się zezłościł, ale wystarczył jeden mój uśmiech i wszystko było po staremu. Od tej pory musiałem bardzo uważać. Pamiętam, to był ciepły i słoneczny dzień…

Znalazłem się na ziemi przez przypadek, chociaż podobno nie ma takowych. Zawistni, kochani bracia nie mogli znieść tego, że Bóg tak bardzo we wszystkim mnie faworyzował. Ja wiem, że jestem słaby jak nikt…

DSC_0194

DSC_0195

Z nich wszystkich ja byłem najsłabszy.

Nikt nie zauważał tego, że ja mam najwięcej pracy, a oni dobrze się bawili. Nigdy nie miałem czasu na zabawę. On zawsze znalazł dla mnie jakieś zajęcie, ale byłem szczęśliwy. Kochałem Boga i pracę. Zresztą kocham nadal. Byłem dziwakiem. Nie potrafiłem się bawić, tak wszyscy zgodnie twierdzili. Ale ja nie wiem czy potrafiłem czy też nie, bo nigdy nie miałem okazji spróbować.

DSC_0196

DSC_0197

Jeszcze przed upadkiem…

Pewnie wszyscy się dziwicie jak mogłem dać się zepchnąć. No tak po prostu. Boga nie było wtedy. Poszedł do Swojego pokoju przemyśleń, od rana był wielki hałas w całym niebie. Nawet nie pamiętam co było jego powodem. Więc, jak już mówiłem, Bóg poszedł. Zamknął się w Sobie. Zasłonił okna.

Ostatnio z dnia na dzień ma coraz więcej problemów. Chciał w końcu choć jeden jakoś sensownie rozwiązać, a do tego była Mu potrzebna cisza.
Wtedy porwali mnie. Nie stawiałem oporu, nie krzyczałem, nie wzywałem Boga, choć pewnie usłyszałby mnie po pierwszej sylabie, ale pomyślałem, że ma większe problemy na głowie niż ja. Zawsze byłem pokojowo nastawiony, no czasami coś mi się nie udało, ale to były tylko sporadyczne przypadki.

DSC_0198

DSC_0199

Rozerwali nożycami jedną chmurę, do dziś mi jej szkoda. Biedaczka ciągle przecieka i nie chce zawracać głowy Bogu swoim drobnym zmartwieniem. Cierpi, bo wszyscy się z niej śmieją, że jest już do niczego i że nawet na sitko się nie nadaje, a przecież to nie jest jej wina.
Nawet się ze mną nie pożegnali. Zrzucili mnie w dół, słyszałem tylko głośny śmiech… Przecież nikomu nic złego nie zrobiłem. Leciałem bardzo długo.

„No przecież mogłeś użyć skrzydeł” – powiedziało mi dziecko. Pewnie mogłem, ale nie do końca. Spadając zahaczyłem o księżyc. Bardzo się przestraszył. Ale na szczęście nic mu się nie stało. Bardzo się z tego cieszę. Posłałem mu list z przeprosinami, ale do dziś, a minęło już wiele lat, nie dostałem odpowiedzi.

Co noc mu się przyglądam, uśmiecha się do mnie. Pewnie już dawno mi wybaczył.

 

Kartka powstała z papierów GoScrap. Opowiadanie udało mi się odgrzebać na blogu Cernus z 2006 r.

Reklamy

18 myśli na temat “Upadły anioł – część I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s